Cusco to miasto położone w południowej części Peru, na wysokości 3326 m n.p.m. Zostało założone w XII w. przez pierwszego Władcę Inków Manco Capaca. Nazwa "Cusco" w języku keczua oznacza "Pępek Świata".
Bez większych problemów dotarliśmy do naszego hotelu Munaycha Casa. Okazało się, że nasz hotel położony jest z tyłu miejscowej szkoły, przez którą musieliśmy za każdym razem przechodzić.
Uczestniczyliśmy zatem w codziennym życiu szkoły- słuchając zabawy i śpiewu lokalnych dzieciaków czy obserwując poranne apele. Dodało to lokalnego kolorytu do naszego pobytu w Cusco.
Kiedy zameldowaliśmy się i poszliśmy po schodach do naszego pokoju, zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak.
Kilka schodków, a my mieliśmy zadyszkę jak po wejściu na wysoką górę. Dodatkowo ten narastający ból głowy. Jakby ktoś ściskał czaszkę. Już wiemy, dlaczego taksówkarz był tak zainteresowany naszym zdrowiem.
Choroba wysokościowa pojawia się na wysokościach powyżej 2500 m n.p.m., gdzie jest już za mała dostępność tlenu w powietrzu. Objawia się właśnie osłabieniem, bólem głowy, zawrotami. Cóż- pozostało nam się zaaklimatyzować korzystając z dorobku starożytnych Inków- liści Koki.
Liście koki to najlepsze lekarstwo na nasze dolegliwości. W każdym hotelu jest dostępna gorąca woda i suszone liście do zaparzenia herbaty.
Efekty? Nie ma się po nich halucynacji ani wizji. Nie uzależniają. Przede wszystkim pomagają w usunięciu skutków choroby wysokościowej. Dodatkowo dodają energii-co na przykład bardzo przydaje się na trekingu w górach. Indianie żują je codziennie i tryskają zdrowiem. Nie mają bólów brzucha czy obrzęków płuc. Szybciej goją im się rany, mają prawidłowe ciśnienie.
Liście koki towarzyszyły nam już do końca podróży. Szkoda tylko, że nie mogliśmy ich zabrać ze sobą do Polski.
Po kilku herbatkach minęły nam pierwsze dolegliwości i byliśmy w stanie w końcu zobaczyć miasto. Przywitało nas deszczowo, ale po krótkiej chwili wyszło słońce. Byliśmy również niesamowicie głodni, a przynajmniej takie mieliśmy wrażenie.
Cusco było długo stolicą Imperium Inków. Podobno zostało zbudowane w kształcie Pumy- jednego ze świętych zwierząt Inków.
Przepięknie wygląda centralny plac miasta czyli Plaza de Armas. Katedra, pomnik władcy Inków. Wszechobecne, kolorowo ubrane Panie przechadzające się z małymi Lamami. Małe uliczki, sklepiki.
Po krótkim, ale wciąż męczącym spacerze weszliśmy do restauracji coś zjeść. Zaczęliśmy od piwa Cusquena, którego nazwa pochodzi właśnie od mieszkańców Cusco. W kuchni peruwiańskiej, podobnie jak w polskiej, podstawą jest pochodzący z Peru ziemniak. W dziesiątkach odmian i na różne sposoby. Dodatkowo polecam różne rodzaje kukurydzy czy fasoli.
Po obiedzie okazało się jednak, że dalej jesteśmy dosyć słabi i trzeba wracać na herbatkę z koki do hotelu.
Wieczorem wróciliśmy jeszcze na chwilę do Plaza de Armas. Miasto jest położone w dolinie otoczonej górami-co robi szczególne wrażenie w nocy- kiedy wzgórza rozświetlają się tysiącami świateł.
Po drodze wykupiliśmy wycieczkę na kolejny dzień do Świętej Doliny Inków. O tym już niebawem na blogu!
How was the Coca candy? Energizing?
OdpowiedzUsuńA little, more sweet than energizing. Leaves were better 😀
Usuń