9 maja 2014. Godzina 12:45. Lotnisko Gwatemala La Aurora w Gwatemala City. Wracamy
szczęśliwi z udanej podróży po Gwatemali,
Hondurasie i Belize.
Iza płacze i trzęsą
się jej ręce. Słyszę: „Alek, pomyliłam bilety. Spóźniliśmy się! Nasz samolot do
Meksyku właśnie odlatuje, co my teraz zrobimy? Nie zdążymy na samolot do
Paryża….”
Pomysł na podróż do Gwatemali zakiełkował w nas podczas zwiedzania
Meksyku w 2012 roku. Cywilizacja Majów obejmowała obszar Meksyku, a także
Gwatemali i Hondurasu. Postanowiliśmy
postawić nasze stopy na szczytach piramid w Copan i Tikal.
Wyruszyliśmy 21 kwietnia 2014 roku jadąc z Wrocławia do
Berlina. Następnego dnia pokonaliśmy ponad
13 tysięcy km trasą Berlin- Amsterdam- Panama- Gwatemala City.
W Gwatemala City wylądowaliśmy późnym wieczorem. Na
lotnisku czekał na nas Señor z tabliczką „Mr. Alexander”. To nasz kierowca z Casa Blanca Inn. Zapakowaliśmy plecaki do
bagażnika i pojechaliśmy do hotelu. Wjazdu na osiedle w dzielnicy 13, gdzie
mieścił się hotel, strzegli uzbrojeni strażnicy. Każdy dom otoczony wysokim
murem, na murach zasieki. Poczuliśmy się „bezpiecznie”….
Nie przejmując się zasiekami, uczciliśmy przybycie lokalnym piwem Gallo (po hiszpańsku kogut).
Pierwszy dzień w Gwatemali rozpoczęliśmy od pysznego, lokalnego
śniadania, które składało się ze smażonych jajek, pasty fasolowej i smażonych
bananów.
Podróż była bardzo
przyjemna. Chłonęliśmy wrażenia z jazdy i górskich widoków. Gwatemala ma
szerokie drogi, po których poruszają się amerykańskie ciężarówki i kolorowe
gwatemalskie chickenbusy.
Jezioro Atitlan to bardzo wyjątkowe miejsce. Aldous Huxley
(autor „The Doors od Perception”) powiedział że to najpiękniejsze jezioro na
ziemi. I miał rację. Woda wypełnia ogromny krater powstały z
wybuchu wulkanu ok. 85 tys. lat temu. Jezioro otoczone jest
przez trzy wulkany: San Pedro, Tolimán i Atitlán.
Wokół
jeziora położonych jest 12 wiosek, w których wciąż jest silna
kultura Majów. Większość kobiet nosi tradycyjne, kolorowe stroje. Postanowiliśmy
wynająć łódkę i odwiedzić trzy miejscowości położone wokół jeziora- San Marcos La Laguna , San Juan La Laguna i Santiago Atitlán.
Odwiedziliśmy lokalne targi, kupiliśmy kolorowe bieżniki i spróbowaliśmy
organiczną kawę rosnącą na zboczach wulkanów. Santiago Atitlán okazało się na
tyle duże, że niezbędna była przejażdżka tuk-tukiem.
Chwila odpoczynku na przystani w oczekiwaniu na łódź. Jak widać poniżej, tubylcom bieżniki również mogą służyć za ochronę przed słońcem.
Naładowaliśmy
akumulatory i przyszedł czas na kolejny cel podróży-dawną stolicę
Gwatemali-Antiqua. Pożegnaliśmy się z hotelową Papugą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz